Wspomniane wcześniej ożywienie gospodarcze z lat 30-ych najbardziej odczuła branża budowlana. Jak grzyby po deszczu powstawały osiedla robotnicze z małymi domkami jednorodzinnymi o charakterystycznym kształcie (domki "kochówki"). Dla przykładu w samej tylko Ornecie w ciągu 5 lat (1935-39) powstało 800 mieszkań (wliczając w to domy jedno- i wielorodzinne). Koch kładł wielki nacisk na rozbudowę osiedli, a później bez żenady przypisał sobie całą zasługę w ich powstaniu. Jak nietrudno zgadnąć, lokalni, ściśle zależni urzędnicy nie widzieli nic zdrożnego w nazywaniu nowych osiedli imieniem namiestnika prowincji. Typowy domek "kochówka" był w finansowym zasięgu przeciętnego robotnika. Kosztował 5000 marek, ale za tą cenę nie miał piwnicy, łazienki ani WC. Kibelkiem była zwykła wygódka na zewnątrz ("Plumpsklo"). Dla porównania zarobki listonosza wynosiły wówczas ponad 300 marek na miesiąc. Szczyty domków na wysokości strychu obkładano czarnymi lub brązowymi deskami, co spowodowało, że osiedla "kochówek" przezywano jako "murzynowo" albo "indianowo" (Negersiedlung, Indianersiedlung). Każdy domek posiadał spory ogród i był to chyba jedyny luksus. Przystępna cena i dodatkowo możliwość jej obniżenia przez własną robociznę sprawiły, że poparcie dla władzy nazistów jeszcze wzrosło. Prawdziwym zagłębiem "kochówek" stał się m.in. Olsztyn, a ściślej jego przedmieścia. Przykładowe osiedla:
GALERIA