O historii powstania młyna nie ma żadnych informacji. Według opowieści rdzennej mieszkanki Żelaznej Góry, p. Elżbiety Dziedzic, młyn pracował i mielił zboże do czasu II wojny. Z każdym rokiem właściciel , który nazywał się Burchhorn , miał się coraz to gorzej. Podczas roztopów wiosennych, woda na rzece tak przybierała, że zalewała i niszczyła groble tak, że trzeba było od nowa wszystko odbudowywać. Pomimo starań właściciel nie dawał sobie rady. Młynów w okolicznych miejscowościach przybywało, klientów ubywało a koszty napraw rosły. Z czasem właściciel zaprzestał remontu a młyn popadał w ruinę. Właściciel miał dwoje dzieci ale żadne z nich nie podjęło się pracy młynarza. Wyjechał z rodziną i słuch po nim i po jego rodzinie zaginął. Po młynie zostały tylko zarośnięte gruzy.
Ciekawostką jest to, że właściciel najprawdopodobniej należał do loży masońskiej. Na wspomnienie młyna i jego właściciela, jedna z mieszkanek Żelaznej Góry stwierdziła „ a to tego czarnoksiężnika”. Na pytanie dlaczego tak mówi, odpowiedziała, że krążyły opowieści, że w mieszkaniu właściciela był pokój pomalowany na czarno a sam właściciel zajmował się magią. Do dzisiejszego dnia nie przechodzi drogą koło młyna bo według niej tam straszy.
GALERIA